Kocia sesja zdjęciowa: Wywiad z kocią fotografką Moniką Knapik

Kocia sesja zdjęciowa: Wywiad z kocią fotografką Moniką Knapik

Czy znasz to uczucie, kiedy szybko sięgasz po aparat, a kota już dawno nie ma? Chcesz wiedzieć, jak zrobić kotu idealne zdjęcie? O kociej fotografii i sesjach zdjęciowych z kłaczkiem rozmawiałam z kocią fotografką Moniką Knapik.

Kilka słów o moim rozmówcy

Monika Knapik jest kocią fotografką znaną pod marką Fotografia Monika Małek dla której dzień bez kociego kłaczka jest dniem straconym. Monikę i jej zdjęcia znajdziesz na:

Kocie rozmówki

Joanna z Apollo Fluffy Cat: Pierwszym Twoim zdjęciem, które zobaczyłam były kociaki jadące na wycieczkę w kartonowym kotowozie.

⠀⠀

Powiedz, skąd czerpiesz inspiracje i jak powstają pomysły na tak oryginalne sesje?

Monika: Pewnie zabrzmi to bardzo banalnie, ale inspiracje czerpię z życia codziennego, kocich memów i po prostu od kotów.  Często sobie wyobrażam jak dana ludzka sytuacja, święto, czy rzecz, wyglądałaby w kocim wydaniu, a później próbuje to stworzyć i sfotografować. Lubię też przeglądać Pinteresta i ogólnie wszelkiego rodzaju portale, gdzie jest dużo piękna – niekoniecznie tego z pierwiastkiem kocim. 🙂

Od czego zaczęła się twoja przygoda? Jak to się stało że zdecydowałaś się zająć kocią fotografią?

Ja trochę czuję, że ja z tą fotografią, to jestem już związana tak długo, że mam wrażenie jakby to już było od zawsze, ale oczywiście tak nie było. Tych początków, a raczej elementów, które dokładały kolejne patyki do szałasu kociej fotografii było wiele. Na początku kupiłam w komisie starą używaną lustrzankę i pierwsze zdjęcie jakie nią zrobiłam to było zdjęcie Tosi ( mój kot z domu rodzinnego), udało mi się uchwycić moment jak ziewa. Kadr był za ciasny, uszy ucięte i ogólnie można by sporo rzeczy tam poprawić, ale to zdjęcie zasiało takie ziarenko kotografii w moim sercu. 😀 Później próbowałam fotografować ludzi, miałam staż w gazecie, jeździłam fotografować imprezy masowe – ale czułam się tam koszmarnie. Jestem introwertykiem i takie imprezy mnie bardzo stresowały, nie umiałam się tam odnaleźć, a i na sesjach indywidualnych z ludźmi, czułam się nimi onieśmielona, nie wiedziałam jak ich ustawić, ani jak zachęcić, żeby nie czuli się skrępowani. Potem adoptowałam Filemona i zaczęłam dokumentować jego dorastanie i zaczęłam czuć, że to jest to. Czułam się po prostu tak dobrze fotografując go, odczuwałam spokój, a to był też okres, kiedy ja miałam sporo zawieruszeń w życiu prywatnym, więc dla mnie ta fotografia kotów była swego rodzaju terapią, miejscem, gdzie nikt mnie nie ocenia, gdzie  Filemon mi nie powie – weź Matka się ogarnij, mam drugi podbródek.  A później, po prostu zaczęłam robić więcej i więcej tych zdjęć. Zgłaszałam się do fundacji, fotografowałam koty w schronisku czy na Dt, z czasem pojawiły się zlecenia prywatne i tak jakoś wyszło 😀

Jeśli Blania to i Filemon, jeśli Filemon to i Blania! Czy opowiesz coś więcej o ich kociej relacji?

Tak, to prawda ciężko mi ich sobie wyobrazić osobno. Pomimo tego, że czasami dochodzi pomiędzy nimi do drobnych sprzeczek, to jednak lubią być razem. W jednym pokoju, na jednym oknie, lubią się wzajemnie myć. Czasami chociaż teraz już rzadko, zdarza się im razem zasypiać. Pierwszy był Filemon i po roku stwierdziliśmy, że fajnie gdyby miał swoją kocią towarzyszkę i tak pojawiła się Blania. Blania była wzięta jako kotek płochliwy, początkowo przebywała w klatce kennelowej, żeby łatwiej było ją oswoić. Pierwszego wieczoru, gdy przyjechała do nas, Filemon podszedł do klatki ( w połowie osłoniętej prześcieradłem) i zaczął robić Pru,pru, pru. Blania się zbliżyła i zrobiły noski noski. I od tego czasu tak do niej podchodził, łagodnie zaczepiał łapkami ( jakby zapraszał do zabawy) Mruczał do niej i przymilał się, gdy okres klatki minął Blania była w niego wpatrzona jak w obrazek, wszędzie zanim chodziła to on ją wszystkiego uczył. To z nim ma najsilniejszą relację, doskonałym dowodem na to jest to, że potrafi modulować swoje miauczenie tak, żeby wymiauczeć jego imię. Obecnie ich relacja jest już ciut luźniejsza, od grudnia borykaliśmy się z alergią Filemona i niestety dużą część czasu spędził w ubranku, żeby rany mogły szybciej się goić i to spowodowało, że Filemon trochę się zdystansował i podchodzi do wszystkich z mniejszym zaufaniem niż kiedyś, ale pracujemy nad tym – bawimy się z nim, nagradzamy smaczkami i tak dalej. 🙂 

Jaki wyglądają pierwsze kroki w korzystaniu z usług kociego fotografa? Jak przygotować się do kotosesji?

Pierwszy krok to napisanie do mnie na Facebooku, czy na Instagramie. Następnie rozmawiamy baaardzo luźno o założeniach sesji i takich naprawdę ogólnych rzeczach, po czym umawiamy się na rozmowę telefoniczną i to podczas niej przeprowadzam dokładny wywiad na temat kota, oraz ustalamy szczegóły sesji. 🙂 Pytam między innymi jaki jest kot, co lubi, czego nie lubi, czy ma jakieś alergie, jak reaguje na obce osoby i inne koty. Zazwyczaj przed rozmową telefoniczną również obserwuje konto kotka na portalu społecznościowym, żeby podsunąć już podczas tej rozmowy pomysły na zdjęcia z użyciem rzeczy z ich przestrzeni.  
Co do przygotowania – najważniejsze jest ogarnięcie mieszkania i to w sumie tyle…  😀 Jeżeli robimy zdjęcia bardziej tematyczne, to wówczas planujemy kto co ma przygotować. 🙂 Czasami też proszę o podanie kotu ciut mniejszego posiłku, tak żeby był bardziej skory pracować za smakołyki. 

Wiem, że oprócz kotosesji organizujesz też warsztaty i konsultacje, gdzie uczysz podstaw zwierzęcej fotografii. Czy zdradzisz moim czytelnikom, jakie są podstawy współpracy z kocim modelem?

Podstawą podstaw współpracy z kotem, to wbrew pozorom nie jest szybki aparat, a bardzo duża cierpliwość i spokój, ponieważ nasze koty, czują nasze emocje i nic nie wyjdzie z takich zdjęć, jeżeli one będą odczuwały dyskomfort. 
Równie ważnymi rzeczami jest obserwacja swojego kota oraz praca na zasadzie nagradzania smakołykami czy zabawkami. 

Czego kategorycznie nie powinno się robić podczas fotografowania kota?

Zmuszać do czegoś kota. Sesja zawsze powinna się odbywać na warunkach kota. Po stronie właściciela kota jest wyłapanie tego momentu kiedy kot już ma totalnie dość, a kiedy potrzebuje tylko chwile odpocząć. 🙂 No i oczywiście żadnego krzyczenia na kota, psikania wodą, czy rzeczy w tym rodzaju. 😀

Czy każdy kot nadaje się do sesji zdjęciowej? Czy nieśmiałość kota zupełnie przekreśla możliwość zrobienia zdjęcia? 

Do każdego kota należy podejść inaczej podczas sesji. Tak naprawdę to już samo wejście robi ogromną robotę, i może sprawić, że kot będzie do nas zrażony, albo wręcz przeciwnie, że nam zaufa. W przypadku takich kotów, sesja trwa dłuższej niż dla kocich gwiazd, dlatego żeby kot miał więcej czasu na przyzwyczajenie się do mnie. Pierwsza połowa sesji mija nam na rozmowie, kot jest kompletnie ignorowany, czekamy aż to on do nas przyjdzie. Często pozostawienie takiej przestrzeni kotu skutkuje tym, że koniec końców do nas wychodzi i wtedy możemy zrobić jakieś ładne zdjęcia, nie wymagające bardzo dużo pracy od kota.  
Oczywiście wszystko też zależy od stopnia nieśmiałości, ale tutaj decyzje zawsze zostawiam po stronie właściciela, żeby to on sam ocenił, czy jego kot będzie w stanie się przekonać i wyjdzie, czy te 4-6 godzin i tak nic nie zmienią.

Niektóre z Twoich projektów przynoszą na twarz uśmiech, a inne sprawiają, że człowiek zaczyna się głębiej zastanawiać nad losem kotów. Mam na myśli Twoje projekty “Zabobon to zabobon” walczący z wizerunkiem czarnego kota postrzeganego jako źródło pecha, “Nadal jestem kotem” mający na celu pokazanie, że kot niepełnosprawny wcale nie jest gorszy oraz poruszający projekt “Bezdomni do domu!” uwrażliwiający na los bezdomnych zwierząt. Co cię inspiruje do tworzenia takiej fotografii?

Fakt, że widzę, że te koty potrzebują pomocy, kogoś kto za nich przemówi i zwróci uwagę na dany problem.  Cały czas borykamy się z masą stereotypów, wciąż dużo ludzi wierzy, że czarny kot przynosi pecha i że kot niepełnosprawny to kot, który będzie tylko spał i jadł. Moimi projektami chciałam zwiększyć świadomość ludzi na temat danej grupy kotów i trochę też powalczyć z tymi wcale niestety nie-śmiesznymi zabobonami.

Które ze zrobionych przez ciebie zdjęć jest ulubione – które darzysz największym sentymentem i dlaczego?

Ojej, bardzo podobny temat zadałam w moim wyzwaniu z kłaczkiem. Bardzo ciężko było mi wybrać jedno zdjęcie. Gdybym miała powiedzieć o jednym moim ulubionym i zdjęciu, które jednocześnie jest moją wizytówką, to byłoby to zdjęcie Blani, która robi zdjęcie Filemonowi.

⠀⠀

Ale lubię również kartonowy pokoik i wszystkie scenki z kartonu, bo wymagają one ode mnie bardzo dużo przygotowań i pracy, aczkolwiek satysfakcja po zrobieniu zdjęć jest ogromna. Tak samo lubię zdjęcia kotów, które liżą szyby, albo zdjęcia, gdzie wszyscy na sesji myśleliśmy, że one nie wyjdą, że kot się nie odważy coś zrobić, po czym nagle on to robi, a nam wszystkim opadają szczęki na podłogę. 😀 

Dziękuję za rozmowę, kłaczki, porady i fantastycznie opowieści o Blani i Filemonie. Nie mogę doczekać się Twoich kolejnych projektów, a po okresie pandemii z chęcią sama wezmę udział w kotosesji z moim puchatym kotem Apollo 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Powrót do góry